Jest listopad, środek jesieni, z drzew opadło już większość liści. Różnokolorowa paleta złotawych i czerwonych barw ustąpiła szarzyźnie ogołoconych konarów i gałęzi. Nieco melancholijny nastrój potęguje wilgotny chłód pochmurnego popołudnia. Dzień chyli się ku upadkowi. Powoli zaczyna zapadać zmierzch. Idę wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia. Na latarniach oraz na chodnikach niedawno pojawiły się elementy iluminacji świetlnej, które jak co roku czekają na wielką inaugurację. To znak, że wielkimi krokami zbliża się grudzień, a już niebawem najpiękniejsza ulica Warszawy zamieni się w radosny deptak, wypełniony po brzegi świątecznym klimatem. Ostatni miesiąc w roku to okres obdarowywania swoich bliskich różnymi upominkami, o czym świadczą prezenty, będące częścią miejskiej scenografii. Wszak nie można sobie wyobrazić mikołajek, a także Bożego Narodzenia bez misternie zapakowanych paczek z zawartymi w nich niespodziankami. Od jakiegoś czasu oba te święta nierozerwalnie kojarzone są z pewną postacią starszego pana z długą siwą brodą, ubranego w czerwony strój i czapkę z pomponem. Mowa tu oczywiście o Świętym Mikołaju. 

Każde dziecko doskonale wie, że jego siedzibą jest kraina położona daleko na północy zwana Laponią.  To tam adresowane są listy najmłodszych wypełnione prośbami o spełnienie różnorodnych marzeń. Stamtąd każdego roku sympatyczny staruszek wyrusza saniami zaprzężonymi  w renifery, by dostarczyć prezenty na całym świecie. Właśnie zatrzymuję się przy takimi pojeździe, zbudowanym z lampek choinkowych na Rynku Nowego Miasta. Nigdzie nim nie polecę, ale doskonale posłuży mi za wehikuł czasu i we wspomnieniach przeniosę się do tegorocznej wiosny.

Wioska Świętego Mikołaja

W maju postanowiłem spełnić swoje marzenie o wielkiej wyprawie rowerowej i wyruszyłem w samotną podróż w kierunku Przylądka Nordkapp w Norwegii, najdalej na północ wysuniętego punktu Europy. Moja trasa przebiegała między innymi przez Finlandię, a jednym z jej punktów było miasto Rovaniemi, niedaleko którego znajduje się  Wioska Świętego Mikołaja. Wybudowano ją w 1985 roku dokładnie na linii koła podbiegunowego, a jej przebieg został odwzorowany przed budynkiem wybetonowanym pasem z wartością szerokości K geograficznej (66 stopni i 33 minuty) oraz czerwonymi latarniami, na których umieszczono napis „arctic circle”.

granica północnego koła podbiegunowego w Laponii

W tym miejscu wielu ludzi robi sobie zdjęcia w rozkroku, mając równoleżnik między nogami. Po przekroczeniu tej granicy niemal przez miesiąc byłem świadkiem zjawiska „dnia polarnego”, kiedy słońce nie chowa się za horyzont, a przez to nie zapadają nocne ciemności. Na pewno jest to ciekawe doświadczenie. 

Zdjęcie z Mikołajem

Siedziba sympatycznego pana z długą siwą brodą znajduję się kilka kilometrów za Rovaniemi, tuż przy drodze E75. Przy wejściu do domu Mikołaja każdy turysta witany jest przez elfy. Na początku zostałem zapytany o to skąd przyjechałem, a następnie wskazano mi drogę do biura świętego na pierwszym piętrze. Na klatce schodowej widniał napis informujący o ilości dni pozostałych do najbliższego Bożego Narodzenia. W momencie mojej wizyty było ich 207. Kiedy wszedłem do gabinetu, miły starszy pan z długą brodą przywitał mnie po polsku „dzień dobry”. Widocznie otrzymał informację od swoich pomocników o gościu z Warszawy. Gdy usłyszał, że całą drogę do Rovaniemi pokonałem na rowerze był pod niemałym wrażeniem. Przez chwilę porozmawialiśmy o mojej podróży, a na koniec zrobiono nam pamiątkową fotografię, którą można wydrukować na miejscu w formie albumu lub otrzymać drogą mailową w postaci elektronicznej. Koszt takiej usługi jest spory, bo 40 Euro, ale będąc w Laponii i nie mieć zdjęcia z Mikołajem w jego siedzibie byłoby niedopuszczalne, a robienie selfie własnym urządzeniem jest niestety zabronione.

Niezwykła poczta

Po prywatnej audiencji u świętego Mikołaja obowiązkowym punktem wizyty w wiosce jest odwiedzenie urzędu pocztowego. Każdego roku przychodzi tu ponad 500 tysięcy listów od dzieci z całego świata. Niektóre z nich są eksponowane na specjalnej tablicy przy wejściu głównym a pozostałe leżą posortowane według krajów w przeszklonych gablotach. Pomimo czerwca, w przegródce dedykowanej Polsce była już spora kupka kopert. Oczywiście na poczcie nie może zabraknąć skrzynek na przesyłki. W budynku są dwie. Jedna z nich przeznaczona jest na listy, które mają dotrzeć do adresata dokładnie w dniu Bożego Narodzenia, a druga o dowolnej porze roku. Każde z nich sygnowane są okolicznościową pieczęcią. Oprócz tego za dodatkową opłatą można zamówić list podpisany przez świętego Mikołaja.

Wokół siedziby Mikołaja funkcjonuje sporo sklepów z pamiątkami. Poza typowo turystycznymi gadżetami związanych  z postacią „czerwonego brodacza” można w nich kupić rękodzieło z obszaru Laponii, a nie lada gratką dla ludzi zainteresowanych survivalem i militariami jest salon jednej z firm produkujących oryginalne fińskie noże. 

Renifery

Moja wizyta w Wiosce Świętego Mikołaja przypadła na początek czerwca, a więc na późną wiosnę, dlatego nie było mi dane skorzystać z przejażdżki saniami ciągniętymi przez renifery. Mimo wszystko w trakcie dalszej podróży w stronę dalekiej północy miałem wielokrotnie okazję spotkać stada tych zwierząt pasące się przy drodze. Bardzo często stwarzają spore zagrożenie dla kierowców samochodów, gdyż potrafią zupełnie nieoczekiwanie wbiec na jezdnię. Dlatego poruszając się po Laponii należy być bardzo ostrożnym, o czym informują specjalne znaki. Sympatyczne rogate ssaki do dziś dzień w północnej Finlandii, Norwegii i Szwecji są istotną częścią krajobrazu, kultury oraz tradycyjnej kuchni tych obszarów. Często w restauracjach podawane są potrawy wykorzystujące mięso renifera, w sklepach jako pamiątki można kupić skóry bądź przedmioty wykonane z poroży. 

W tym momencie z powrotem przenoszę się do teraźniejszości, siedzę w saniach na warszawskim Rynku Noweg Miasta. Renifery na szczęście są bezpieczne, póki co nie wyglądają zbyt widowiskowo, ale niedługo ożyją za sprawą światła i staną się częścią efektownego widowiska. Zbliża się grudzień, wyjątkowy miesiąc, w którym ludzie dają sobie prezenty, a marzenia się spełniają. 

Więcej relacji z podróży znajdziecie na moim blogu: http://warszawiakwpodrozy.pl/

Maciej Kurnicki
Maciek Kurnicki, autor bloga Warszawiak w podróży. W maju 2019 rzucił wszystko i wyruszył w samotną podróż rowerem na przylądek Nordkapp w Norwegii, najdalej wysunięty na północ punkt Europy. Oprócz krajowych i zagranicznych eskapad, na swoim blogu opisuje również warszawską rzeczywistość, oddając klimat codzienności stołecznego miasta, z punktu widzenia „lokalsa”. Głęboko wierzy, że podróżowanie nie zawsze trzeba łączyć z egzotycznymi wyjazdami oraz pokonywaniem długich dystansów, a niesamowite przygody można przeżyć tuż za progiem swojego domu na ulicach rodzinnej miejscowości.