Myśląc o bolidzie Formuły 1, zazwyczaj kojarzymy auto o wyjątkowo niskim profilu, bez dachu, za to z wyjątkowo dużym spojlerem i szerokimi oponami wystającymi poza obrys. Definicja jednej z encyklopedii głosi, że są to samochody jednoosobowe – i tutaj pojawia się pewne “ale”. Choć znakomita większość bolidów F1 nie ma miejsc dla nikogo poza kierowcą, to istnieją pewne modele, które mogą pomieścić w kokpicie także pasażera. Jaka jest historia powstania tzw. double-seater’ów, czyli dwuosobowych bolidów? Dlaczego pomysł ten – choć kontrowersyjny – podbił serca wszystkich fanów? I co miał wspólnego król Hiszpanii z dwuosobowym bolidem? Zapraszamy na krótki i ciekawy epizod z historii F1!

Realia F1 w ostatnim dziesięcioleciu XX wieku

Punktem wyjściowym do zrozumienia całej genezy dwuosobowego bolidu F1 jest osadzenie historii w ścisłych ramach czasowych. Kluczowa będzie tu ostatnia dekada XX wieku, kiedy na torach swoje triumfy święciły takie legendy, jak między innymi Ayrton Senna, Alain Prost czy Michael Schumacher. W świecie konstruktorów trwała zażarta walka pomiędzy Williamsem napędzanym jednostką Renault i McLarenem z silnikiem Hondy i Mercedesa, a Ferrari dopiero rozpoczynało swój okres dominacji. Pozostali konstruktorzy, tacy jak Benetton, Sauber czy Minardi raczej nie byli brani pod uwagę jako pretendenci do tytułu mistrzowskiego.

Dlaczego całość rywalizacji w świecie inżynierów została sprowadzona do zaledwie trzech zespołów? Ponieważ stawiali oni na innowację i rozwój – nieustannie udoskonalali swoje pojazdy wiedząc, że nawet najlepszy kierowca potrzebuje wsparcia niezawodnej i szybkiej maszyny. Wiele innowacji faktycznie zostało wdrożonych, a kolejne wyścigi weryfikowały użyteczność nowych rozwiązań. Część koncepcji jednak pozostało “realizacją fantazji”, które niekoniecznie miały przysłużyć się w walce o laur Najlepszego Konstruktora. Jednym z takich pomysłów jest właśnie dwuosobowy bolid F1, który miał za zadanie “dostarczyć pasażerowi emocji z jazdy”. 

Gordon Murray – twórca dwuosobowego bolidu F1

Czy będzie zaskoczeniem, jeśli napiszemy, że innowacyjna koncepcja dwuosobowego samochodu Formuły 1 wywodzi się właśnie od jednego z trzech gigantów konstrukcyjnych, a dokładniej – od zatrudnionego w McLarenie Gordona Murray’a? Mężczyzna ten to znany – choć z pewnością nieco mniej popularny niż Bertone czy Pininfarina – projektant samochodów. Brzmi to nieco ekscentrycznie, ponieważ fraza “projektant” zazwyczaj kojarzy się z branżą modową czy wnętrzarską. Nie należy jednak deprecjonować tego mężczyzny, ponieważ to on odpowiada za powstanie takich legend jak McLaren F1 czy SLR Mercedes McLaren, czyli “pozycji obowiązkowych” znanych serii gier wyścigowych. 

Pracując dla konstruktora McLaren od 1987 roku, Murray był odpowiedzialny przede wszystkim za projektowanie bolidów użytkowanych w zawodach F1. Jako, że był to człowiek czynu, przygotował on maszynę na sezon 1988, którą był McLaren MP4/4. Dość powiedzieć, że w tej maszynie mistrzostwo zdobył Ayrton Senna, a sam McLaren zdobył aż 15 z 16 Grand Prix. Warto też wspomnieć, że McLaren pobił rekord konstruktorów, zdobywając 199 punktów, na które solidarnie pracowali Senna i Prost. Dokładnie dekadę później – w 1998 roku – Murray zaskoczy świat Formuły 1 kolejną cudowną maszyną. Dokładniej mówiąc, był to dwuosobowy bolid McLaren MP4/98T, czyli przyszły “dostarczyciel emocji”.

McLaren MP4/98T – pierwszy double-seater F1

Grand Prix Australii, które otwierało sezon 1998, przywitało kibiców nie lada niespodzianką. Srebrno-czarny bolid z brandingiem West został zaprezentowany pod nazwą McLaren MP4/98T, wywołując znaczne poruszenie. Fani Formuły 1 po raz pierwszy w życiu mogli podziwiać dwuosobową maszynę konstrukcji Gordona Murray’a. Nigdy wcześniej nie stworzono czegoś podobnego, co od razu wzbudziło liczne dyskusje w środowisku sportów motorowych. Z jednej strony zastanawiano się, czy jest to nowa maszyna Davida Coultharda i Mika Hakkinena. Z drugiej zaś uznano całą koncepcję za absurd – w czym pomoże pasażer podczas wyścigu, gdzie każdy kilogram spowalnia maszynę? Bolid miał przyznaną licencję FIA, co sprawiało, że mógł to być pojazd używany przez stajnię West McLaren Mercedes.

Jak się szybko okazało, Coulthard i Hakkinen mieli do dyspozycji inny pojazd: McLaren MP4/13 zaprojektowany przez Adriana Newey’a. MP4/98T z kolei było autorską koncepcją Murray’a, który chciał w ten sposób spełnić marzenia fanów F1 o jeździe bolidem. Zdecydowany akcent położono na bezpieczeństwo, mając w pamięci tragiczne wydarzenia z toru Imola w sezonie 1994. Dzięki temu każda osoba zasiadająca na miejscu pasażera miała gwarancję emocji z dynamicznej jazdy, ale i ochrony w razie wypadku. Co więcej, taka przejażdżka miała “otwierać oczy” niedowiarkom, którzy sądzili, że Formuła 1 to sport banalny. Pasażer więc mógł przekonać się o niesamowitej prędkości zmuszającej do zachowania precyzji oraz o przeciążeniach, z jakimi muszą walczyć profesjonaliści.

Odbiór dwuosobowego bolidu na świecie

Początkowe niedowierzanie i niezrozumienie projektu bardzo szybko przerodziło się w entuzjazm i zachwyt. Najwierniejsi fani Formuły 1 w końcu mieli w zasięgu ręki coś, co jeszcze sezon temu wydawało się nierealne. Możliwe było doświadczenie tych samych emocji i adrenaliny, którą czują zawodowcy zasiadający w bolidach. Jak się okazało, również pod kątem marketingowym było to genialne posunięcie, coś, co można określić “samonapędzającą się reklamą”. Zdjęcia dwuosobowej maszyny z logo West (niemiecki producent papierosów) pojawiało się w wielu gazetach i relacjach telewizyjnych. Swoją sławę miała także marka McLaren, która w naturalny sposób była na językach świata F1.

Pasażerowie najczęściej byli przewożeni po brytyjskim torze Silverstone przez Martina Brundle’a – kierowcę F1 i zwycięzcę wyścigu 24h Le Mans. Eija Hakkinen – wówczas jeszcze jako panna – miała okazję odbyć przejażdżkę ze swoim przyszłym mężem. Bracia Lukas i Mattias Lauda zostali przewiezieni przez nikogo innego, jak swojego ojca: Niki Laudę. Bolid ten mógł być podziwiany również przez polskich kibiców na lotnisku Modlin we wrześniu 1999 roku. Wówczas miał miejsce event “West McLaren Mercedes Adrenaline”, gdzie pojazd z Davidem Coulthardem za kierownicą był główną atrakcją wydarzenia. Rok później bolid znów zawitał do Polski, tym razem na Tor Poznań z Miką Hakkinenem za kierownicą.

Rozrywka dla VIP’ów: kto był przewożony double-seaterem?

Jak można zauważyć na zdjęciach, pasażer – siedzący tuż za kierowcą – był znacznie zabudowany po bokach, widząc jedynie front toru wyścigowego. Nie była to złośliwość konstruktora, a przemyślane rozwiązanie dodatkowo chroniące przewożoną osobę. Jak można się domyślać, nie wystarczyło mieć zasobnego portfela czy zapału do F1, by zasiąść na miejscu pasażera. Spośród wszystkich przewiezionych 151 osób, znakomita większość nazwisk należała do osobistości zasłużonych lub silnie związanych ze sportami motorowymi. Na liście osób doświadczających tej przyjemności znajdziemy nie lada osobistości, między innymi:

  • Juan Carlos I: król Hiszpanii w latach 1975-2014, prywatnie fan Formuły 1;
  • Vanessa Mae: narciarka alpejska, skrzypaczka, kompozytorka i pianistka; 
  • Max Mosley: wieloletni prezes FIA (organizacja zrzeszająca sporty samochodowe);
  • Murray Walker: brytyjski komentator wyścigów F1 w stacji BBC w latach 1976-1996;
  • Eija Hakkinen: żona Mika Hakkinena, dwukrotnego mistrza i wicemistrza Formuły 1;
  • Jan Ullrich: niemiecki kolarz, medalista olimpijski i triumfator Tour de France 1997;
  • Lukas i Mattias Lauda: synowie Niki Laudy, legendarnego fińskiego kierowcy F1;

Konkurencja dla McLarena – Minardi F1x2

Tak spektakularny sukces w naturalny sposób rodzi zainteresowanie naśladowców, czego owocem był skonstruowany w 2000 roku Minardi F1x2. Sam właściciel stajni Minardi – Paul Stoddart otwarcie przyznawał, że McLaren MP3/98T stanowił dla niego inspirację. Korzystając z powiązań z zespołem Tyrell, Stoddart miał do dyspozycji know-how związane z bolidem Tyrell 026. Na marginesie warto wspomnieć, że stajnia Tyrell miała w swoim portfolio pewną “innowację” w postaci sześciokołowego bolidu. Cztery skrętne koła przednie i dwa tylne były projektem wielce kontrowersyjnym, obecnym jedynie przez dwa sezony F1.

Minardi F1x2 miał stosunkowo niewiele wspólnego ze swoim o dwa lata starszym konkurentem. Choć silnik Minardi był teoretycznie słabszy (700-konny Cosworth JD w porównaniu z 780-konnym Mercedes-Benz FO110G), to osiągami dorównywał McLarenowi. Półautomatyczna skrzynia Xtrac gwarantowała wysoką kulturę pracy, a hamulce AP / Hitco doskonale redukowały prędkość. Wybudowano raptem osiem modeli tego bolidu, a koszt produkcji każdego z nich to około 250.000 funtów. Okazję do jego prowadzenia mieli między innymi Mistrzowie Świata F1: Brytyjczyk Nigel Mansell, Niemiec Michael Schumacher czy Hiszpan Fernando Alonso. Nie ma informacji na temat tego, kto miał okazję zasiąść na miejscu pasażera, choć podejrzewamy, że nie była to rozrywka dla “zwykłych Kowalskich”.

Arrows AX3, czyli “możemy, a kto nam zabroni?”

Jeśli dwuosobowy bolid brzmi jak coś, co trudno sobie wyobrazić, to za chwilę przedstawimy pojazd absolutnie abstrakcyjny. Arrows AX3 – bo o nim mowa – to supersamochód, który może przewieźć aż dwóch pasażerów umieszczonych obok siebie, za kierowcą. Rowan Horncastle (redaktor magazynu Top Gear) stwierdził, że jest to “rozwiązanie problemu samolubnych, jednomiejscowych samochodów F1”. Silnik zasilający ten bolid to widlasta dziesiątka od Hart Racing Engines generująca ponad 15.000 nm i 720 KM. Nie jest to najmocniejszy silnik w Formule 1, ale zupełnie wystarczy, by dostarczyć niesamowitych emocji trzem osobom jednocześnie. Co ciekawe, projekt ten był dopracowywany i rozwijany w Wielkiej Brytanii – ojczyźnie stajni Arrows, jednak to nie tam święcił swoje triumfy. 

Szczyt popularności trzyosobowego bolidu jednak przypadł na inny kraj, a mianowicie Niderlandy, do czego przyczynił się Johannes “Jos” Verstappen. Ojciec słynnego Maxa Verstappena prowadził pomarańczowo-czarny pojazd, zabierając ze sobą dwóch pasażerów. Choć przejażdżki odbywały się na torze Silverstone, to niderlandzcy fani F1 stanowili znakomitą większość klienteli korzystający z Arrowsa. Drugim z kierowców regularnie odbywających przejazdy modelem AX3 jest Brytyjczyk Johnny Herbert – zwycięzca 24h Le Mans 1991 oraz mistrz Speedcar Series 2008. Na koniec zostawimy jeszcze jedną ciekawostkę: nie tak dawno odbyła się aukcja oryginalnego Arrowsa AX3. Ceny ostatecznej nie znamy, natomiast proponowana kwota wynosiła 19.995 euro netto.

Bolid F1 Roberta Kubicy w wersji dwuosobowej

Zapewne wszyscy pamiętamy okres “Kubicomanii”, czyli lat 2005-2010, kiedy Robert Kubica został pierwszym (i jak na razie jedynym) Polakiem w Formule 1. Pierwszy znaczący sukces przyszedł w roku 2006, a było nim trzecie miejsce w Grand Prix Włoch na torze Monza. Osiągnięcie to zostało odniesione w bolidzie BMW Sauber F1.06 z charakterystycznym, biało-niebieskim malowaniem. Ktoś mógłby się zapytać “ale co w tym artykule robi bolid Kubicy, skoro mówimy o double-seaterach, a nie o wyścigach Formuły 1?”. Okazuje się, że BMW Sauber skonstruowało osobną maszynę na bazie F1.06 dodając mu miejsce dla pasażera. Nie wiadomo dokładnie, czy polski kierowca Formuły 1 miał okazję zasiadać w tym dwuosobowym bolidzie. 

Wiadomo natomiast, jak potoczyły się dalsze koleje tej niespotykanej na drogach publicznych maszyny. Otóż niedawno został on zakupiony przez firmę Emotivo do realizowania absolutnie unikatowej propozycji na spełnienie marzeń. Jazda bolidem Formuły 1 jako co-drive stała się dostępna w Polsce – wcześniej możliwe było to najbliżej w Szwecji lub we Włoszech. Poza tą maszyną dostępne są także dwie inne konstrukcje, tym razem do jazdy samodzielnej: Renault 2000 oraz Mod Williams FW29. Zasiadając za kierownicą jednoosobowego bolidu F1 Renault lub Williams, uczestnik może poczuć się niczym Nico Rosberg lub Alex Wurz w 2007 roku. Chętnych uprzedzamy – liczba miejsc jest mocno ograniczona i nie przekracza kilkudziesięciu wejściówek w sezonie!