Jest listopad, środek jesieni, z drzew opadło już większość liści. Różnokolorowa paleta złotawych i czerwonych barw ustąpiła szarzyźnie ogołoconych konarów i gałęzi. Nieco melancholijny nastrój potęguje wilgotny chłód pochmurnego popołudnia. Dzień chyli się ku upadkowi. Powoli zaczyna zapadać zmierzch. Idę wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia. Na latarniach oraz na chodnikach niedawno pojawiły się elementy iluminacji świetlnej, które jak co roku czekają na wielką inaugurację. To znak, że wielkimi krokami zbliża się...